Wszystkie wpisy, których autorem jest admin
Smutek i ja
Smutka spotkałem. Naprawdę. Zrazu go jednak nie poznałem, toteż pytam go ja:
-Ktoś ty?
-Smutek ja to. – Smutek powiada. Ja mu wtedy, zgodnie z prawdą, zresztą:
-Nie poznałem cię Smutku zupełnie.
-Dlaczego? – on zapytuje.
-A bo mnie się zdawało, żeś ty brzydki, odrażający i śmierdzisz, a ty tu taki ładny, pachnący i fajny!
-No właśnie – Smutek tak mówi – Tak wszyscy o mnie myślą i nikt mnie nie chce. To chodzę sobie taki samotny i o.
I tak se gadać zaczęliśmy, a dobrze nam ze sobą i było i jest. To se popłaczemy wspólnie, pomarzymy, a nawet czasem i pożartować i pośmiać się przyjdzie. Tylko rozstać się ciężko, bo ze Smutkiem to człowiek nie taki samotny jak czasem bez bywa.
Feniks
Szczepan Twardoch
Siedzi w kawiarni, pije kawę i czyta książkę Szczepana Twardocha, a na nią spogląda. I podoba mu się ona. I on jej się też podoba. Ona Twardocha nie czyta, ale lubi, kiedy facet czyta Twardocha, bo się jej wydaje wtedy taki inteligentny, a męski.
On jednak, ponieważ to czyta, wie, że gdyby tak było, jak jej się zdaje, że jest, to nie siedziałby teraz z książką przy kawce, tylko napierdalał się z kimś po ryju w klubie sportowym, albo ruchał z niekoniecznie znajomą dziewczyną, która mu się spodobała. A przecież wcale tak być nie musi. Może jest dokładnie taki, jaki ona myśli, że jest.
Może tak być. Tylko jakie to ma znaczenie?
Ona wychodzi nim oczarowana, bo ten czyta Szczepana Twardocha, on wychodzi sobą rozczarowany, bo czyta jebanego Twardocha.
Dzieci i ryby
Tak ją trzymał za rękę, jak przestraszone dziecko swoją matkę, które myśli, że puszczając ją na chwilę nawet, puści na zawsze i już więcej jej nie zobaczy. Tak on też wierzył i pewnie by tak było, a byłoby tak na pewno, bo ta jego wiara by go zniszczyła, pociągnęła na samo dno i zabiła. Ale to go przecież nie ocali.
Więc leży jak te ryby na targu, licząc kolejne oddechy.
Wielkie święta małego człowieka
Idzie środkiem ulicy. Tak idzie, że każdy może, a jeżeli może to przecież musi go zobaczyć. A nie jest czysty, brudny jest, i nie dość piękny ale i nie brzydki. Nie tak przynajmniej jak brzydki potrafi być brzydki człowiek. Idzie, a oni patrzą na niego. A on widzi ich. Ale nie dostrzegają tego brudu, tego niepiękna i tej niebrzydoty, a przecież ją widzą. I on to o sobie wie, a jakby jednak wcale nie.
Po prostu.
Tak po prostu.
On jest, a oni patrzą. A jest wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny i wojsko przed kościołem, a potem już w kościele. Bo to też święto wojska. Zawsze się boję jak widzę wojsko w kościele.
NOŁNEJMSITI
– A dokąd to, dziecko, sam jeden o tak późnej porze?
– Do domu wracam, do mojego smutnego miasteczka bez nazwy.
– A czemuż to bez nazwy? Czy są takie miejsca dziś jeszcze?
– No moje istnieje. Tam właśnie idę. A nazwy nie posiada, bo nic się tam jeszcze nie wydarzyło. Dopiero gdy coś się stanie, opis w postaci tytułu dać będzie można mieścinie.
– No choćby twoje na świat przyjście jest zdarzeniem, dla wielu cudownym w swej pierwotnej istocie.
– Ani życie ani śmierć nawet nie jest wydarzeniem niezwykłym. To prosty cykl życia, taki sam on i wszędzie. Nie czyni to wioski mej innej od innych.
– A na ciebie wołają…
– Jędrek. Po prostu. Jest księga imion, z której ludziom imiona nadają, ale nic one nie znaczą, dopóki człowiek czego nie osiągnie. Ale jak jeden zrobi, to i coś się wydarzy, więc u nas nikt jeszcze na miano niezwykłe zasłużyć nie zdołał.
– Skąd zatem wracasz, młodzieńcze?
– Chciałem zobaczyć, jak żyje się w miastach z nazwami, z historią, tytułem.
– I jak tam jest, chłopcze? Coś lepiej?
– Gorzej i smutniej. My chociaż mamy nadzieję, że coś się może wydarzy, a tam się już na nic nawet nie czeka.